Wczorajsza noc:
- pobudka o 1:30 -> zmiana pieluchy, karmienie, odbijanie, usypianie. Koniec po 2giej;
- kolejna pobudka o 4 -> zmiana pieluchy, karmienie, odbijanie, uspypianie. Koniec o 5tej;
- pobudka nr 3 o 6 z minutami -> zmiana pieluchy, karmienie, odbijanie, usypianie ... usypianie ... usypianie ... hymmm, moja kapitulacja, zabawa i wygłupy i zaczynamy nowy dzień.
W dzień zabawa z małym, ciagłe karmienie, odbijanie, noszenie ponad 5 kg "klocka". Wypałpywanie chwil gdy da się zjeść, wysikać, odpocząć. Sen Małego trwa w dzień ok. 1,5 godziny ... w tym czasie mam do wyboru: albo zdrzemnąć się albo ogarnąć mieszkanie, zjeść coś, może coś ugotować, wstawić-powiesić-uprasować ubrania. W międzyczasie trzeba przygotować się do wyjścia na spacer i wizytę w sklepie. I tak mija dzień.
Wieczorem ok. 18 zaczyna się akcja przedsenna, polegająca na tym, że Maniuni jest ze wszytskiego niezadowolony. To znak, że powoli zbliża się pora kąpania i spania. Ta magiczna godzina to zazwyczaj 19 lub 19:30. Potem znów karmienie, odbijanie, usypianie. Po 20stej mam - mamy z eM czas dla siebie. Jeszcze koł tej 18stej nachodzą mnie mysli, żeby po tym jak Mały zaśnie obejrzeć jakiś film na kompie, poczytać ... pewnie, ale ... gdy już Go odkładam do łóżeczka ... nie mam siły i sama chcę spać :0)
Wspomniane zakupy i spacery stały się mniej przyjemne odkąd Mały zaczął coś kumać i dostrzegać to co się dzieje dookoła. Nie śpi już jak kiedyś, a ja nie idę sobie spokojnie do poraku ... nie ... teraz płacze bo chce wymusić na mnie noszenie na rękach. Mały chce wszystko widzieć, a z poziomu gondoli (wózka) nie jest to możliwe. Podobno to normalny okres w życiu maluchów i mija w momencie gdy berbeć może siadać. Póki co na spacery chodzimy blisko mieszkania, żeby w razie zbyt dużego niezadowolenia Małego, szybko zwiać na górę.
Do tego kociołka mam zamiar niedługo dorzucić rano bieganie (jeeeeeeeeee!!), a od jutra naukę włoskiego.
Wygrzebałam z głowy dnia: 2012-05-16 16:48:13
skomentuj (0)
Cycki
Na biust często mówi się CYCKI. Spoko, mi to pasuje. Sama też tak mówię:
- cycki mi się w tej bluzce nie mieszczą;
- ale mi cycki urosły;
Mrówka też tak mówi:
- dziś nie biegam bo mnie cycki bolą przed okresem.
Cycki to cyki i luz ... ale jak ktoś mówi:
- daj mu cyca bo płacze;
albo pyta:
- na cycu jest?
to mnie jakoś wkurza i obrzydza obrzydza! Moje cycki "stają się" wtedy wymionami jak u zwierzęcia, jak u jakiejś suczki (no sorry ale tak się czuję!), a Mały "staje się" małym pieskiem, kotkiem itp. Niecierpie gadania o karmieniu "z cyca", "cycem". Ja karmie PIERSIĄ i basta!
Karmienie powoli dobiega końca. Przyjęłam, że będę karmić PIERSIĄ przez 3 miesiące. Uważam, że to najwazniejszy okres u małego człowieka i jestem Mu to winna ... ale na tym koniec. Mówienie, że zachowuje się egoistycznie, czy, że nie dbam o zdrowie i odporność malucha jest o dupę potłuc ... sama byłam karmiona przez miesiąc, a potem jechałam na modyfikowanym.
Zdrowa jestem i nie pamiętam kiedy ostatni raz chorowałam (tfu, tfu odpukać!!). Na dodatek w czasach gdy ssałam z butli, nie było tyle mleka (tak to się odmienia?) do wyboru i o takiej jakości jak teraz. Był jeden rodzaj w takim niebieskim opakowaniu i zapewne niekoniecznie było tak podobne w składzie do mleka matki jak teraz. Po co więc ta nagonka? Myślę, że wiele matek nie lubi karmić PIERSIĄ, ale boją się o tym mówić.
Ciekawe jak po odstawieniu będą wyglądać moje CYCKI. Grawitacjo bądz dla mnie łaskawa! Plizzz!!
A wracając znów do FASCYNUJĄCEGO tematu TEŚCIOWEJ... Rodzina eM ma działkę na Mazurach na którą często jeździmy ... min. w opisaną poniżej majówkę :0)
Dziłka jest spora i składa się w sumie z 2 działek. Jedną Teściowa postanowiła sprzedać. Wyceniła ją na 100 tysi. Gdy pojawili się kupcy, uczestniczący w negocjacjach eM powiedział, że cena dziłki to 105 tysi po to żeby ewentualnie zejść lekko z ceny i żeby nie było mniej niż 100. Stanęło na 102. Cena dobra ... ale ... ale po kilku dniach zadzwoniła Teściowa do eM, mówiąc z wyrzutem, że nie jest zadowolona z ceny bo ona chciała 105! Gdy eM przypomniał jej, że przecież chciała na początku 100, powiedziała, że ... NIE PAMIĘTA CZEGOŚ TAKIEGO i że na pewno chciała 105 tysi. Mam myśli mordercy!!
Wygrzebałam z głowy dnia: 2012-05-09 12:11:36
skomentuj (3)
majówka na Mazurach...
Majówkę spędziliśmy na Mazurach. W planach najpierw było tak, że od niedzieli do środy wieczorem mieliśmy być sami ... okazało się, że do wtorku rano będzie nam towarzyszyć... hymmm teściowa. Potem w środę wieczorem miał dojechać szwagier z Kosmetyczką i Przemki z małą Hanką ale pojawił się też Bartek i Mały ze swoją Gonią ... Łącznie z nami ... niebagatela 9 sztuk starszaków i 2 maluchy. Tygodniowy odpoczynek tiaaa...
Jak to jest bawić się na działce ze znajomymi mając 2 miesięczne dziecko? No tak, że się ... nie bawisz ;0)
Co ok.2-3 godz. karmienie, a czasami nawet co 1,5 godz. więc trzeba było wbijać się do pokoju na górę, usadowić na rozwalonej kanapie, wywalić biust na wierch, przystawić Małego na ok. 20pare minut, potem powstać i pionizować Go przez jakieś 15 minut... dodatkowo non stop zmiany pieluch, próby usypiania, zabawianie, guganie i ... nagle okazywało się, że dopada 19sta i trzeba Małego wykąpać, zmienić pieluchę, nakarmić i uśpić. W tym czasie wesoła brygada biesiadowała, oglądała na rzutniku wieczorami filmy, pływała na łódkach, jeździła do sąsiedniego miasta na wycieczki. Nie żałuję tego aż tak bardzo bo ani ja ani eM nie lubimy wielkich spędów i wolimy odpoczywać we 3kę (jeszcze nie tak dawno napisałabym we 2), ale czasami fajnie byłoby zjeść ze wszystkimi śniadanie, obiad czy chociaż kolację. Z drugiej strony gdy już udawało mi się na chwilkę przysiąść to czułam się jakaś nie w temacie i nie w klimacie, a dodatkowo ciągnęło mnie do pokoju do Małego bo miałam lęki, że się obudzi, a ja Go nie usłyszę. Schiza młodej rodzicielki :0)
Przebywająca z nami przez pierwsze dni teściowa była nawet do zniesienia. Musiała oczywiście coś dorzucić do pieca mówiąc:
"mam zastrzeżenia co do tych misów zawieszanych na wózku. Bo one są z materiału a wiadomo, że on gromadzi kurz i inne rzeczy i one opadają na dziecko nawet jak tego nie widzimy". Może i gromadzą, ale nie będę trzymała Małego pod kloszem i budowała mu namiotu tlenowego bo pójdzie taki wychuchany do przedszkola i zacznie chorować na potęgę. Ponadto czepia się misiów, a nie zwraca uwagi na to, że na działce w domku jest kilka starych kanap, które nie mają obincia skórzanego ale ... własnie takie materiałowe. Tam musi siedzieć od cholery rostoczy, kurzu i cholera wie czego. Na jej kanapy, owszem uważam i nigdy nie kładę na nie Małego, oj nie.
Nie za bardzo podobało jej się też to, że dużo noszę Małego. Uważa, że powinnam Go częściej odkładać do łóżeczka lub wózka. Ja jestem innego zdania bo wolę nosić Małego niż patrzeć jak leży i płacze. Małe dziecko potrzebuje dużo czułości i tulenia. Przez 9 mies. był cało czas ze mną w brzuchu, a teraz często leży sam i rozumiem doskonale, że może mu się to nie podobać, może się bać lub po prostu potrzebuje bliskości. Ja sama, dorosła uwwwielbiam się przytulać i tulę się często do eM, czemu więc miałąbym tego nie dawać Małemu? Czytałam trochę na temat rodzicielstwa przytulanego i jestem całym serduchem za takim stylem wychowywania. Wiem, że są osoby, które uważają, że dzieci to mali terroryści, którzy udają, że płaczą, a tak na serio drą się specjalnie po to by je tylko podnieść. Niewątpliwie Mały placze inaczej gdy jest głodny, a inaczej gdy chce coś na mnie wymusić ... tylko, że czemu miałabym Go nie podnosić, skoro mnie chce? Przytulanie to dobra i zdrowa pod względem społecznym czynność. Chyba to lepsze niż pozostawienie płaczącego dziecka, które czuje, ze ze swym żalem jest samo i nie ma gdzie ukoić swoich lęków, czy zwykłęj zachcianki bycia z kimś blisko. Tulę, noszę, całuję i mówię, że KOCHAM.
Wracając do tematu Teściowej, muszę jednak przyznać, że przydała się w czymś, bo dzięki temu, że bujała lub woziła w wózku po działce Malucha to mogliśmy z eM zjeść wspólny posilek, a nie jak zazwyczaj wymieniać się opieką nad nim.
O reszcie ludzi nie chce mi się pisać. Wspomnę jedynie o moim ulubieńcu ... Szwagier na szczęście ledwo się do mnie odzywał... a jak odezwał to zaśmiał się gdy nosiłam Małego w chuście, bo eM wydrukował mi do niej 20paro stronicową instrukcję obsługi. Drwiąco stwierdził, że nie przypuszczał, że do wiązania chusty może być instrucja. Niech się śmieje, ja tam wolę poczytać i popatrzeć na porady jak nosić dziecko, żeby nie zrobic mu krzywdy np. złą pozycją lub zeby nie wypadło z materiału z powodu nieodpowiedniego wiązania. Echhh i pomysleć, że to będzie ojciec chrzesny Małego ... brrrr
Tak, chrzciny. Mimo, że jestem niewierząca to myślę już o tej imprezce. Zgadzam się na nią i uważam, że będzie to dobre dla Małego. Nie chodzi mi o względy religijne, ale formalnościowe. Bez bierzmowania jakoś dorosły człowiek sobie poradzi, ale bez papierka o chrzcie już gorzej, bo ani się chajtnąć ani komunii wziąć się nie da. Tak, więc chrzciny będą, a wierzeniu, czy niewierzeniu zadecyduje sam gdy dorośnie.
A jak z eM? Cudnie, wspaniale, rewelacyjnie. Mam zajebistego męża ... z mega zgrabnym tyłkiem!

Wygrzebałam z głowy dnia: 2012-05-07 13:43:43
skomentuj (1)
Teściowa one more time...
Teściowa ... temat rzeka...
Zawsze się wtrącała i narzucała swoje zdanie. Pocieszające było jedynie to, że widywaliśmy ją raz na jakiś czas ... (i to było wystarczająco MOCNE przeżycie za każdym razem!!!!!!). Teraz gdy jest Mały, to ... widujemy ją częściej <echhhh> (bardzo, bardzo ciężkie i smętne westchnięcie). Teściowa jest Nim wprost zachwycona! Akcje Małego przebiły psa szwagra, którego uwielbia. Postanowiłam spisać tutaj jej rady/porady, czyli tzw. wpierdalanie się. Oto one:
TELEFON (zaraz po spotkaniu):
- Wieszzzz Magda, bo ty tak usypiasz Go telefonem (mam nagrany dzwięk suszarki i odkurzacza) ale powiem ci, że to niedobre bo komórki wytwarzają pole energetyczne i to jest szkodliwe.
PODCZAS SPOTKANIA i po spotkaniu TELEFON w tej samej sprawie, czyli:
- On ma uczulenie bo Wy za dużo tego Ludwika urzywacie (chodzi o płyn do mycia naczyń).
PODCZAS SPOTKANIA:
- Nie chce się wtrącać ale czy ten kocyk to jest z odpowiedniego materiału?
TELEFON (razy chyba 3):
-Bo powinnaś wystawiać Go na balkon. (twierdzi, że Mały musi się więcej dotleniać i powinnam pakować go do wózka i wystawiać na balkon. Absolutnie nie dociera do niej, że wolę chodzić na spacery.)
TELEFON:
- Bo ja tu wyczytałam w internecie, że powinnaś jeść suszone morele. Jesz?
PODCZAS SPOTKANIA:
- A może Jemu się chce pić i powinnaś dawać mu herbatki?
- Na herbatki jeszcze za wcześnie. Dzieci mogą je pić od 3 miesiąca.
- taaak? sprawdzę (i poszła do kompa sprawdzić w necie bo przeciez mi nie uwierzy :0)))
PODCZAS SPOTKANIA I TELEFON:
- nie mogę tego przeżyć, że wy z takim małym dzieckiem jedziecie za granice.
PODCZAS SPOTKANIA, POTEM SMS A NASTĘPNIE ROZMOWA PRZEZ TELEFON:
- Jak ja dzieci chowałam to przez pierwszy miesiąc ubierałam dzieci nawet w domu w czapeczkę, skarpetki i rękawiczki niedrapki. (ja niedrapki nakładałam tylko ze 3 dni, a czapkę ze 4).
PODCZAS SPOTKANIA:
- Czy On tak powinien leżeć? / A może jest Mu niewygodnie? / Może Go przekręć na drugą stronę? / Wieszzz, On tak trzyma te nózki ... Jemu jest chyba na prawdę niewygodnie...

Wygrzebałam z głowy dnia: 2012-04-17 15:58:24
skomentuj (2)
tak, że tak ...
Zrzędzenia i smęcenia ciąg dalszy:
eM pojechał wczoraj po pracy najpierw na trening, a potem od razu do Przemków. Został tam na noc bo to w cholrerę daleko ... a dziś zamiast wstać wcześniej, zeby wrócić do domu i mi pomóc przy Małym... żebym mogła chociaż na chwilę odetchnąć ... przyjechał o 13:30 ... zjadł obiad, ponosił Malucha ze dwa razy po kilka minut ... i pojechał obejrzeć mecz...
Ja jestem po kolejnym dniu z Maniunim, który ledwo co drzemie w dzień... w nocy wstawałam co 2,5 - 3 godziny... od 6:30 Mały w ogóle nie chciał spać i wisi na mnie (a teraz leży na moich kolanach na rogalu (poduszka do karmienia) i ciumka smoka -> czyli nabiera nowych mocy), na biegu się kąpałam, w pośpiechu suszyłam włosy, ledewo co zjadłam, byłam na spacerze, zrobiłam zakupy, przyrządziłam mięsko do pieczenia, pozmiatałam i uprasowałam małe ubranka...i On dziwi się dlaczego jestem zła... hymmm
no kurwa coments...

Wygrzebałam z głowy dnia: 2012-04-15 16:36:35
skomentuj (2)
Różowe...
Żeby nie było, że zwariowałam bo ciągle piszę na zasadzie pozytywnych westchnięć OCH i ACH to trochę pozrzędzę. Nie byłabym też sobą gdybym trochę nie ponarzekała :0)
Bo to nie jest tak, że urodziłam dziecko i świat zawirował i szaleję z radochy przez 24 godziny na dobę. Nie. Często, a nawet bardzo często jestem zmęczona, mam ochotę walnąć wszystko w kąt, tupnąć nóżką i wykrzyczeć, że TO JA JESTEM DZIECKIEM I CHCE SIĘ BAWIĆ, SZALEĆ I WARIOWAĆ albo że CHCĘ ODZYSKAĆ SWOJE ŻYCIE lub, że CHCE ZNÓW ŻYĆ JAK EGOISTKA!!
Zdarza się, że Mały daje tak czadu, że omdelwają mi ręce, a nocne wstawanie mnie dobija. Ponadto Mały w dzień je co 1,5 ... co 2 godziny. Na maksa dużo dla osoby, która nie jest zachwycona karmieniem piersią. Już w czasie ciąży wiedziałam i czułam, że to nie jest to co lubią tygryski najbardziej. A teraz jestem o tym w 100% przekonana. Nie lubię karmić piersią. Ktoś powie, że to buduje poczucie więzi między matką a dzieckiem ... uważam, że bez tego i tak bym szalała na Jego punkcie i bez problemu poczułabym więź jaką czuję.
Była ostatnio taka sytuacja, że Mały był i zmęczony i głodny. Co dostawiałam Go do piersi to ciumknął parę razy i zasypiał, a kiedy odkładałam Go do łóżeczka, budził się i pełen żalu i niezrozumienia pchał piąstkę do buzi. To znów przystawiałam Go do piersi, znów zasypiał, potem do łóżeczka i pobudka i tak od ok. 22giej do 24.30. Nie dało się Go wybudzić tak, żeby jadł świadomie i żebyśmy szybko załatwili sprawę. Smyranie po stópkach i po ciałku nie pomagało, próba zmiany pieluchy też nie, mówienie głośne również nie ... nie miałam siły i z tej niemocy płakałam cicho marząc o tym, że chowam swój biust i chwytam butelkę, którą karmię zmęczona ale zadowolona.
Obecnie jestem na etapie wczytywania się w kwestie karmienia butelką i szukam jakiejś odpowiedniej dla Małego. Postanowiłam karmić do 3go miesiąca, a w 4tym przestawić Go na jedzenie butelkowe. Inaczej zwariuje...
Kolejny dołek to sprawa biegania. Dziś gin powiedział mi, że mam świetne wyniki badań i jeśli chcę mogę wrócić do sportu ale ... ale bieganie wiąże się z tym, że laktacja mi się pogorszy LUB definitywnie zakończy. Jak siedziałam na kanapie i karmiłam po 8-11 razy dziennie ...tak siedzieć będę dalej. Kurde ... żeby nie powiedzieć KURWA MAĆ. No trudno ale dziecko ważiejsze i przez te 3 pierwsze, najważniejsze miesiące będę caaaała tylko Jego. Najwyżej za kilka ...naście lat wypomnę Mu swoje poświęcenie i poproszę o masaże na mój obolały kręgosłup.
Sprawa następna to eM, który myśli chyba, że mamy DOROSŁE dziecko, które możeby wozić wszędzie i do wszystkich. Wymyślił, że pojedziemy na noc do Przemków (za Raszynem) ... impreza ma zacząć się dla nas o 21wszej bo On ma wcześniej mecz. Nie pomyślał (oczywiście), że o 21 to już usypiam Małego, potem jem kolację, prysznic i ... padam do wyrka nieprzytomna. Jego mózg nie przetwarza tej codziennie powtarzajacej się od chyba ... 8 tygodni sytuacji. Nie koduje i nie ma w Nim chyba empatii, która dałaby mu do zrozumienia, że pewien etap w naszym ... a bynajmniej w moim się zakończył (przynajmniej przez jakiś czas, a potem zobaczymy jak będzie). Siedzenie wśród ekipy podchmielonych znajomych z ciągle wywalonym biustem i wiszącym przy nim Małym nie jest moim marzeniem na spędzenie wieczoru ..tudzież nocy. Potem wszyscy będą smacznie chrapać a ja zamiast chociaż trochę się wyspać będę ... wstawała do kolejnego karmienia. Matko, córko i moce wszelkie! Skąd mam mieć na to wszystko siłę?
Wytłumaczyłam, nagadałam się ... i o dziwo jak się dowiedziała od Niego o tym wyjeździe teściowa to ... powiedziała Mu to samo co ja (szok! zgadzamy się w czymś!) i ... nie jadę. Jedzie tylko eM bo Przemek ma imieniny, a to Jego jeden z najlepszych kumpli. No i spoko.
Potem wymyślił długi weekend majowy na Mazurach na działce. eM ma cały tydzień wolny więc chce właśnie tam wypocząć. Ok. mogę jechać z Maluchem ALEEE pod warunkiem, że będziemy nocować nie na działce ale u sąsiadów w wynajętym pokoju, w tzw. normalnych warunkach (prowadzą pensjonat). On tak, ale ja niiieeeeee wyobrazam sobie, że pojade z 2 miesięcznym dzieckiem na tydzień do domu, który ma tylko ściany, kilka starych kanap i poza kuchnią, praktycznie zero wyposażenia ... jest mega zimy, a żeby go ogrzać trzeba palić w piecu w piwnicy ... ciepło z tego pieca zanim się rozejdzie po pokojach i 2 piętrach ... trwa oj trwa. Jak Go tam kąpać? Jak karmić? Mam dziecko trzymać "ukute" całe dnie w kombinezonie albo w grubym kubraczku z polara??? Nawet jeśli na dworzu będzie 20 stopni to zanim dom się po zimie ogrzeje potrwa w cholerę! No i weź żby facet to skumał!
I co? Łatwo nie jest nie? ... ale nie oddam tego nikomu :0))))))))))
O budzi się ... spał z 20 minut (wow!) pewnie jest głodny :0)
Wygrzebałam z głowy dnia: 2012-04-14 11:34:01
skomentuj (0)
dwoje, czy troje a razem to jedno...
Nie wiem, czy uda mi się cokolwiek napisać, bo staram się o to od kilku dni, a Mały po prostu nie daje. Co "wchodze" na bloga to Mały zamiast się przespać ucina tylko krótką drzemkę i ... "jeeeeść!" albo "pielucha pełna!" ... lub "weź mnie ponoś!".
Za kilka dni srylek skończy 2 miesiące. Jeśli ktoś myśli, że powinnam mieć dużo wolnego czasu bo przecież taki berbeć tylko je, śpi i robi kupki ... to się cholernie myli. Małuch jest mega aktywny i nie potrzebuje dużo spać. Na szczęście w nocy daje mi już jako-tako wypocząć i nie odstawia cyrków.
Czy pisałam, że jest CUDNY I WSPANIAŁY??? A od ubiegłej soboty - tj. 7 kwietnia ... obdarza nas dzień w dzień świadomym UŚMIECHEM i popiskiwaniem!! Czyż to nie niesamowite??? <mam głupawkę :0)>
Jestem zakochana po uszy! I pomysleć, że będąc w szkole średniej uważałam, że nie będę matką, że nie powinnam nią być bo to byłoby źle nie tylko dla mnie ale i dla dziecka. Tak zawsze mówiłam koleżankom podczas rozmów o tzw. przyszłości. W sumie do tej pory jakoś nie kumam, że jestem ... mamą ... Nadal to słowo nie może mi przejść przez gardło. Gdy w moja rodzicielka powiedziała z rozbawieniem "Twój syn mnie obrzygał" ... dziwnie to zabrzmiało, dziwnie ...
Ja matką? No weźźźź...
Maleńki dostał uczulenia i wysypało Go na buźce... Co w związku z tym? Nie dość, że od momentu planowania poczęcia nie piję alkoholu (a chce mi się browarka, albo winka ojjjjjjj chceeeeeeeeee!), nie jem ukochanych serów pleśniowych, ani pysznych ryb wędzonych ... to teraz dodatkowo: zero uwielbianych czekolad (fuck!!!) zero cytrusów, zero nabiału ... Bez cytrusów jakoś sobie poradzę, spoko ... ale ... bez mleka??? Mleko jest praktycznie wszędzie!! Nie jem więc serków, masła, ciastek, ciast ... nawet na landrynki muszę uważać. Zostały mi plauszki i ... sezamki...
...hymm Mały się obudził ... to sobie popisałam ...
:0)))

Wygrzebałam z głowy dnia: 2012-04-13 18:16:53
skomentuj (0)
